Star Wars The Force Awakens — czy nowa część sagi obudzi w nas Moc?
Recenzja filmu Star Wars The Force Awakens. Nowa część sagi, której fani się nie spodziewali. Jak wypadnie i czy Uniwersum Star War znów zacznie błyszczeć jak dawniej?
(UWAGA TEN WPIS ZAWIERA SPOILERY)
Byłam, zobaczyłam i nie uwierzyłam. VII część sagi była... pod względem fabuły tragiczna, przynajmniej dla mnie. Odkąd zobaczyłam pierwszy trailer, akurat wtedy, kiedy byłam z koleżankami na drugiej części przygód Avengers, ehem, jakby to ująć... wiedziałam, że to będzie porażka. Przez długi okres czasu uznawałam, że na to nie pójdę, ale... postanowiłam, że zobaczę co tym razem saga ma nam do zaoferowania. Oglądnęłam parę recenzji, szukałam innych trailerów i ostatecznie... Poszłam, choć czułam w swoim mniemaniu, że to nie będzie dobry film. Choć prawdą jest to, że miło było sobie popatrzeć na postać Harrisona Forda, to czułam pewien niedosyt po seansie. Raczej fani mieczy świetlnych, Dartha Vadera i szturmowców pogodzili się z tym, że kontynuacji sagi nie będzie (w tym ja), a tu BUM i jest. Może ta recenzja nie jest na razie zbyt oczywista, ale zaraz przejdę do rzeczy.
Mały skrót fabuły. Cała historia opiera się na odnalezieniu Luke'a Skywalkera, który postanowił zabawić się w chowanego i nikt nie ma zielonego pojęcia, gdzie naszego ostatniego Jedi poniosło, nawet jego własna siostra. Podobno, udał się na jakąś odległą planetę, w poszukiwaniu pierwszej świątyni Zakonu. I od razu mogę was uspokoić, że Kylo Ren nie jest Lukiem, bo wiem, że były takie teorie. Główni protagoniści, czyli Finn, szturmowiec, który pod wpływem tragicznych przeżyć, postanowił zdezerterować oraz Rey — zbieraczka złomu z pustynnej planety Jakku, zmuszeni uciec przed ścigającymi Finna szturmowcami, uciekają z planety, korzystając z Sokoła Millenium, który nie wiadomo z jakiej przyczyny, przestał być w posiadaniu naszego kochanego szmuglera, Hana. Dwójka ta włącza się w konflikt, który ogarnął galaktykę, poznając przy tym naszych starych dobrych znajomych, czyli Solo i Chewbaccę oraz Leię, która ponownie stoi na czele rebelii działającej pod nową, jakże wdzięczną nazwą, mianowicie... Ruch Oporu! Jakimś dziwnym trafem, nazwa "tych dobrych" w każdej trylogii musi zaczynać się na literę "R". Podejrzane prawda? Ale nie to jest ważne, przejdźmy zatem do omówienia wybranych postaci, które pojawiły się w filmie.
- Rey — główna protagonistka filmu. Jest w pewnym sensie podobna do małego Anakina czy Luke'a. Jest w sumie nikim ważnym, mieszka na piaszczystej planecie i utrzymuje się z zbierania złomu. Wszystko się zmienia, kiedy spotyka BB-8, robota astromechanicznego, należącego do Poe Damerona. Chwilkę później ucieka z Finnem przed jego dawnymi kolegami po fachu i trafia na pokład znanego nam z Oryginalnej Trylogii Sokoła Millenium. Następnie okazuje się, że dziewczyna ma jakieś dziwne powiązania z rodzinką Skywalkerów i dodatkowo jest wrażliwa na Moc. Miecz Anakina Skywalkera ją do siebie przyzwał, ukazując jej co stało się z Jedi i dlaczego Luke zniknął. Nie muszę mówić, że pod koniec filmu pokonuje szkolonego przez lata Kylo, podczas kiedy sama dzierżyła miecz świetlny po raz pierwszy w życiu. Pachnie Mary Sue prawda?
- Finn — biedny chłopaczek, który zostaje wysłany jako asysta Kylo Rena w zabijaniu niewinnych ludzi, tylko dlatego, że trzymali fragment mapy prowadzącej do naszego Skywalkera. Jednakże, będąc wystawionym na traumatyczne doświadczenia (jeden z jego kolegów umiera mu w ramionach!) oraz będąc zmuszonym do patrzenia jak bez mrugnięcia okiem mordowano bezbronnych ludzi, Finn zaczyna się zastanawiać, czym tak naprawdę jest frakcja, której służy. Postanawia więc zdezerterować, przy okazji ratując Poe Damerona i jego robocika, BB-8. Rozbijają się na Jakku i tu Finn zostaje sam. Po spotkaniu z Rey, pomyślnej ucieczce z piaszczystej planety i konfrontacji z Ruchem Oporu, decyduje się pomóc naszym dzielnym bojownikom o wolność rozwalić Trzecią Gwiazdę Śmier... *ekhem* miałam na myśli Bazę Starkiller. Cóż, Finn ma dużą szansę się rozwinąć, o ile fabuła następnego filmu będzie dobrze poprowadzona. Chociaż ja na jego miejscu nie biegłabym na pewną śmierć pojedynkować się z użytkownikiem Mocy, tylko dlatego, że w ręce wpadł mi miecz świetlny.
- Kylo Ren — antagonista nowej trylogii... I w sumie tyle by wystarczyło, bo szczerze szkoda słów (przynajmniej w mojej opinii). Kylo to tak naprawdę syn Hana i Lei, który nosi Ben, na cześć Obi-wana Kenobiego, który posługiwał się tym imieniem na wygnaniu. Kylo, a raczej Ben Solo, to dzieciak z częstymi napadami agresji, niedojrzały i na swój sposób... słaby. Chce być jak legendarny lord Sithów, Darth Vader, ale nie jest świadom tego, że Vader był przecież najpierw rycerzem Jedi, równie legendarnym Anakinem Skywalkerem. Nie wątpię w jego siłę, w końcu potrafi zatrzymać strzał z blastera w powietrzu! Ale jakoś nie widzę w nim typowego Sitha. Chłopak jest wciąż rozdarty, pociągany raz w kierunku jasnej, a raz ciemnej strony Mocy. Nie rozumiem też ogólnej fascynacji tą postacią przez żeńską część fandomu, który uważa, że Kylo jest ładny, ale oczywiście o gustach się nie dyskutuje. Trudno jest go ocenić na podstawie jednego filmu, ale to czego jestem pewna, to to, że nigdy nie sięgnie Vaderowi, Palpatinowi czy choćby Maulowi do pięt. Dla mnie to nie Sith, to rycerz Ren.
- Poe Dameron — Poe jest rebelianckim pilotem, który zostaje pojmany na samym początku filmu. Później uwalnia go Finn, uciekając, rozbijają się na Jakku i wszystkim się wydaje, że facet nie żyje. Jak się okazuje, było to błędne myślenie. Poe w filmie dużo nie ma i ciężko jest powiedzieć o nim cokolwiek.
- Han Solo, Chewbacca i Leia — stare postacie, dla których poszłam na ten film. Zatem czemu umieszczam ich wszystkich w jednym podpunkcie? Bo nie ma potrzeby opisywania każdego z osobna. Żadne z nich się nie zmieniło.
- Generał Hux i Kapitan Pashma — cóż, co tu dużo mówić. Hux kreowany był chyba na kogoś pokroju Hitlera, który był jednak jedynie pionkiem w wielkiej grze. Pashma... Laska w chromowanej zbroi, która wygląda na totalnego bad-assa, a tym czasem dostajemy... Sami zobaczcie i oceńcie.
Jeśli o mnie, chodzi to film, choć świetnie zekranizowany, efekty specjalne są godne filmu takiego jak SW, a momentami pełna zwrotów akcji fabuła potrafi przyprawić o dreszczyk emocji, to wciąż miałam wrażenie, jakby oglądała nową wersją Nowej Nadziei. Osobiście wolałabym zobaczyć coś o Revanie czy cokolwiek, co traktowałoby o Starej Republice. Jedyne co w tym filmie bardzo mi się podobało, była muzyka niestety.
Moja osobista ocena wynosi 6/10.
Napiszcie w komentarzach, co wy sądzicie o nowej odsłonie sagi i czy tak samo jak ja chcecie poznać dalsze losy Kylo i Rey, bo w tym wypadku twórcy mają ogromne pole do popisu. A i wystrzegajcie się Ufodżilli (ci co oglądali na pewno zauważyli ogrom postaci Najwyższego Wodza Snoke'a).
Trzymajcie się i niech Moc będzie z wami.

Komentarze
Prześlij komentarz